Apple w końcu dało AI edycję prawdziwych zębów

12

Wiele oczekiwaliśmy od sztucznej inteligencji na WWDC.
Szczerze mówiąc, czekaliśmy na to całym sercem.

Czego się nie spodziewaliśmy? Narzędzie fotograficzne, które naprawdę ma sens.

Żadnego kolejnego „wpisz zapytanie i zdobądź szczeniaka na statku kosmicznym”.
Było zupełnie inaczej.
Przeramowanie przestrzenne.

Podczas poniedziałkowego przemówienia Apple zaprezentował nowy zestaw narzędzi do edycji. Standardowy zestaw? Funkcja „Sprzątanie”. Przydatne, ale szybko zapomniane. Wtedy stało się możliwe poszerzenie granic obrazu. Miło też.
Ale to przeramowanie przestrzenne dało mi do myślenia.

Umożliwia zmianę punktu fotografowania, czyli miejsca, w którym stałeś w momencie naciśnięcia migawki.

Wszystko jest generatywne. Wszystko znajduje się w zakładce Narzędzia w aplikacji Zdjęcia na iOS 26 (no cóż, teraz jest iOS 27, czas leci). Jeśli chcesz poeksperymentować, dostępna jest wersja beta dla programistów.

Mniej „szumu informacyjnego”. Więcej duszy.

Fotografowie nienawidzą teraz sztucznej inteligencji.
I są ku temu dobre powody. Internet tonie w bezimiennych, pozbawionych znaczenia śmieciach tworzonych przez sieci neuronowe. Własna aplikacja Apple Image Playground tylko podsyca ten ogień.
Tak, nawet tam.

Ale generacja nie jest wielkością binarną.

Nie oznacza to koniecznie tworzenia rzeczywistości z niczego. Czasami jest to tak proste, jak usunięcie kosza na śmieci znajdującego się obok buta fotografowanej osoby. Jest to uratowana praca fizyczna. Google Pixel też może to zrobić dzięki Magic Eraser. To po prostu wydajna wymiana pikseli.

Przeramowanie przestrzenne wykorzystuje tę samą technologię, ale w dobrym celu: naprawieniu złej kompozycji.
Zrobiłeś zdjęcie. Stałeś trzy cale na lewo. Rama wygląda na przeciążoną. Już nie.

Gra paralaksy

Apple już robi fajne rzeczy z głębią dzięki Zdjęciom przestrzennym. System analizuje głębię obrazu 2D i tworzy efekt 3D. Przechylasz telefon, a obiekt oddziela się od tła. Działa to na ekranach blokady. Vision Pro prawdopodobnie wygląda ok (nie mam kasku, więc traktuj to z przymrużeniem oka).

Separacja nie jest idealna. Nie zawsze wygląda to na tanią pracę na zielonym ekranie, ale jest zauważalne.

Rekonfiguracja wykorzystuje tę mapę głębi i czyni ją swoją bronią.

Przeciągnij i upuść obraz w edytorze. Zmień perspektywę.
Tło będzie się poruszać inaczej niż pierwszy plan. To tak, jakbyś rzeczywiście tam poszedł.

Lightroom próbuje zrobić to samo. Można obracać i zniekształcać.
Ale to psuje proporcje. Podwija ​​krawędzie. Wygląda fałszywie.

Apple naprawia te pęknięcia krawędzi.

Po przesunięciu ramki generatywna sztuczna inteligencja wypełnia luki. Analiza głębi wykorzystuje modele lokalne na urządzeniu, a usługa Private Cloud Compute firmy Apple jest podłączona w celu renderowania nowych pikseli.

Alok Deshpanda, szef działu oprogramowania do aparatów i zdjęć w Apple, ujął to bardzo wyraźnie:

System generuje nowe treści tylko po to, by wypełnić luki powstałe w wyniku zmiany perspektywy. Spójność wizualna zostaje zachowana.

Konkluzja: otrzymujesz zdjęcie z punktu widzenia, który chciałeś, ale nie mogłeś go uchwycić.

Czy to oszustwo?

Może.
Czy zamienia niewyraźny, ciasny bałagan w obraz nadający się do wydrukowania? Tak.

Kiedyś myślałem, że w redagowaniu obowiązują surowe zasady. Uprawa to uprawa. Przesunięcie to przesunięcie. Teraz telefon po prostu… wymyśla, jak uzupełnić resztę.
I to działa. Głównie.

Beta-testy są już otwarte. Napływ „szumu informacyjnego” trwa. Ale tym razem?
Sztuczna inteligencja nie próbuje nas zastąpić.

Po prostu wypełnił pustą przestrzeń tam, gdzie powinny znajdować się moje stopy.