Epidemie internetowe w Iranie. Potem następuje wyrok

12

Wrócił.
Przynajmniej tak to wyglądało.

Po raz pierwszy od 88 dni słaby sygnał z zewnątrz dotarł w środę do użytkowników w Iranie. „Czarna plama” – ta gruba, dusząca ściana cyfrowej ciszy – pękła.

Ale wymiar sprawiedliwości tego nie celebrował.

Legalny hamulec

Sąd Administracyjny nagle nacisnął pauzę.
W procesie interweniował sąd ten, podporządkowany władzy sądowniczej rządu i niezależny od administracji prezydenta. Wstrzymali realizację dokumentu powołującego Specjalną Komisję ds. Zarządzania Cyberprzestrzenią. To właśnie ten dokument stał się podstawą nakazu przywrócenia komunikacji.

Sąd uwzględnił skargi żądając unieważnienia dokumentu. Zakwestionowane przepisy zostały obecnie zawieszone. Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji, jest jedynie odroczenie egzekucji.

Jest to standardowa procedura stosowana przez agencje rządowe, które kwestionują decyzje administracyjne. Mają moc zamrażania procesów. I oni to wykorzystali.

Czyje obietnice

Wcześniej rząd wydawał się pewny siebie. Prawie euforyczny.

Mohammad Reza Aref, pierwszy wiceprezydent za prezydentury Masouda Pezeshkiana, przewodniczył spotkaniu, na którym głosowano za przywróceniem Internetu do stanu sprzed stycznia 2026 r.

„Pierwszy krok w kierunku bezpłatnego i regulowanego dostępu został zrobiony”.

Aref opublikował tę wiadomość w X. Mówił o ułatwieniu świadczenia inteligentnych usług, usuwaniu barier i spełnianiu żądań społecznych. Przedstawił to jako zwycięstwo wiedzy i przywództwa.

Według plotek prezydent Pezeshkian nakazał Ministrowi Komunikacji otwarcie drzwi do międzynarodowej sieci.

Liczby również brzmiały zachęcająco.
ISNA cytuje źródło, które twierdzi, że ponowne połączenie już się rozpoczęło. W ciągu 24 godzin wszyscy będą mieli dostęp.

Wiceminister Ehsan Chitsaz podziela ten optymizm. Połączenia pojawią się w ciągu minut. Potem nastąpi stopniowa ekspansja. Następnego dnia? Cała naprzód.

Liczby nie kłamią

Ale to nie działa.
Przynajmniej nie wszędzie. Nie na serio.

NetBlocks śledzi te rzeczy. Patrzą na surowe dane o ruchu, a nie na komunikaty prasowe.
Ich raport? Nadal offline.
Dla mieszkańców Iranu izolacja pozostaje.

2088 godzin całkowitego zaciemnienia.
Ucięte 88 dni.

Sprzeczne wiadomości piętrzą się jak mokre gazety. CITNA twierdzi, że wracają linie stacjonarne. Aref mówi o postępie.
Rzeczywistość wydaje się częściowa, migocząca i krucha.
Dane na żywo pokazują pewny ruch w środę, ale nikt nie wie, czy się on utrzyma. Lub ogólnie działało tylko w kilku lokalnych strefach.

Czy to zadziałało?
Najprawdopodobniej nie tak, jak w reklamie.

Nakaz sądu wskazuje, że podstawa prawna jest niepewna. Być może zbyt niepewny. Nakaz ponownego otwarcia mógł być bardziej sygnałem politycznym niż osiągnięciem technicznym. Gest w stronę tych, którzy zdaniem Arefa „stanowczo stali za systemem”.

Teraz czekamy.
Do czasu zakończenia kontroli sądowej. Do momentu, w którym przepustowość faktycznie zacznie działać, jeśli w ogóle. Ekran może być coraz jaśniejszy, a może jest to po prostu odblask innej bariery biurokratycznej, która odbija się z powrotem.

Kto wie, po której stronie serwera żyje prawda.