Waymo przejechał petardę. A potem wszystko inne poszło nie tak

9

San Francisco. Czwarty lipca – Dzień Niepodległości.

Ludzie wyszli na ulice. Pili, skandowali hasła i odpalali fajerwerki. Ten sam chaotyczny gwar, z którego miasto od dawna słynie. Waymo z dwójką pasażerów w środku wpadł prosto do serca tej kabiny.

BUM.

To naprawdę nie była eksplozja. Tylko dźwięk taksówki robota przejeżdżającej po zapalonej petardie na chodniku w pobliżu skrzyżowania. Nielegalne fajerwerki były wszędzie. Samochód się nie zatrzymał. Nie odwróciłem się. Po prostu… ruszyłem dalej.

Pasażerowie uchwycili to na nagraniu wideo. Ich zamieszanie widać wyraźnie w kadrze. Rose Peterson siedziała na tylnym siedzeniu ze swoim narzeczonym. Powiedziała, że ​​to było przerażające. I możesz zrozumieć. Nie spodziewasz się, że Twój autonomiczny samochód będzie odpalał fajerwerki, gdy będziesz przecinać ruch.

„Im więcej rozmawialiśmy o tym z narzeczonym…” Peterson mówi ABC7.

Wszystko może się zdarzyć. Z nimi. Z tymi, którzy podpalali petardy. Z facetem, który spacerował z psem obok. Było bardzo blisko. Naprawdę blisko.

W pewnym momencie ktoś za nim krzyknął: „Palimy się, koleś?”

Naprawdę dobre pytanie. Odpowiedź? Nie. Nikt się nie poparzył. Samochód nie został zniszczony. Ale ten obraz zostaje z tobą na długo.

Rzecznik Waymo powiedział później, że firma skontaktowała się z pasażerami. Standardowe zwroty. „Zaangażowani w bezpieczeństwo”. „Zdobywamy zaufanie.”

Traktujemy tego typu sytuacje poważnie i zobowiązujemy się do oceny takich incydentów i wyciągania z nich wniosków

Gładkie słowa. Pusty dźwięk. Petarda w końcu poszła pod opony.

Ale poczekaj. Nie tylko fajerwerki wszystko zepsuły.

W całym mieście umierały inne samochody Waymo. Nie z powodu pirotechniki. Tylko… ze względu na ruch. Byli głusi. Zasilanie wysiadło. Silniki zatrzymały się. Kierowcy byliby uwięzieni w swoich niezależnych kapsułach na wiele godzin, stojąc w niekończących się korkach, czekając na lawety, które nie mogły do ​​nich dotrzeć z powodu, no wiecie… korków.

Jaka tu jest ironia?

Miasto, które stworzyło te maszyny, nadal nie może się poruszać bez ich wyłączenia. Fajerwerki nie rozbiły Waymo w ten weekend. Infrastruktura to zrobiła. Albo nie. Trudno powiedzieć, kiedy same maszyny po prostu się poddają i umierają.