W zeszłym miesiącu złożyli pozew przeciwko Meta. Teraz Hachette, Elsevier i Cengage zdecydowały się przenieść walkę do Google. W pozwie złożonym 10 lipca w sądzie federalnym zarzuca się, że gigant wyszukiwania ukradł miliony książek. Nie tylko je „czytali”. „Wchłonęli” je, aby wykorzystać je jako paliwo do modelu Gemini.
Dlaczego autorzy i wydawcy kierują reklamy na Gemini Google
Argumentacja powodów jest wyjątkowo ostra. Google wykorzystał relacje z twórcami treści, aby ominąć potrzebę uzyskiwania pozwoleń. Powodowie twierdzą, że Google bezczelnie skopiował ich dzieła chronione prawem autorskim. Te dane szkoleniowe pozwoliły modelowi Gemini konkurować z ludzkimi pisarzami w zastraszającym tempie.
Rodzi to trudne pytanie: czy duże firmy technologiczne powinny płacić za fundamenty swojej sztucznej inteligencji? Z pozwu wynika, że odpowiedź brzmi „tak”. Powodowie twierdzą, że firma Google usunęła treści z Internetu i archiwów Książek Google. Bez pytania o pozwolenie. Brak płatności. Ekstrakcja wyłącznie surowych danych w celu osiągnięcia zysku komercyjnego.
Debata na temat praw autorskich na temat generatywnej sztucznej inteligencji wybucha właśnie z tego powodu. Aby sztuczna inteligencja działała poprawnie, potrzebne są ogromne ilości danych. Większość wysokiej jakości treści tekstowych w Internecie jest chroniona prawem. Kiedy firmy gromadzą te dane bez zgody, nieuchronnie powstają tarcia prawne. To prawie gwarantowane.
„Prawa autorskie mają zastosowanie do firm zajmujących się sztuczną inteligencją z taką samą mocą, jak do każdej innej.”
Cengage i Elsevier przyłączyły się do tej kampanii prowadzonej przez Hachette Book Group. Dołączył do nich pisarz Scott Turu. Być może znasz te nazwy. Stali się częścią rosnącej koalicji. W maju grupa połączyła siły z Macmillanem i McGraw-Hillem. Razem złożyli niemal identyczny pozew przeciwko Meta. Strategia jest taka sama: uderzaj w modele u samej podstawy.
Sytuacja wokół sporów dotyczących praw autorskich w dziedzinie wydawniczej
Nie są to odosobnione przypadki. Odzwierciedla to głębszy problem związany z tym, jak przemysł medialny ceni ludzką kreatywność. Niedawno Hachette odwołała nawet wydanie książki. Powieść Mii Bollard „Shy Girl” zniknęła z półek po tym, jak użytkownicy twierdzili, że została napisana przy użyciu sztucznej inteligencji. Odwrotny skutek był natychmiastowy. Naruszyło to zasady wydawcy i rozgniewało czytelników. Przesłanie było jasne: używanie sztucznej inteligencji bez przejrzystości nie jest mile widziane.
Google już spotkało się z presją. W grudniu ubiegłego roku Disney wysłał im nakaz zaprzestania działalności. Byli oburzeni modelami wideo, takimi jak Nano Banana i inne. Disney argumentował, że narzędzia te swobodnie korzystały z ich własności intelektualnej. Myszka Miki nie daje zniżek tym, którzy uczą AI.
Jednakże sądy nie zawsze reagują jednolicie. Dwie główne decyzje przeciwko Anthropic i Meta zapadły na korzyść twórców sztucznej inteligencji. Ale sędziowie pozostawili drzwi uchylone. Przyszłe sprawy mogą potoczyć się inaczej. Kontekst ma znaczenie. Skala ma znaczenie. Rozdzielczość ma znaczenie.
Które spółki są zagrożone? Prawdopodobnie ci, którzy polegają na nieautoryzowanym zbieraniu danych z sieci. W pozwie Hachette zarzuca się, że Google kopiował dzieła tej konkretnej klasy. Oznacza to, że jest to powszechny problem dotykający wielu twórców, a nie tylko kilka wielkich nazwisk.
Co to oznacza dla treści cyfrowych i modeli sztucznej inteligencji
Stawka jest wysoka. Jeśli sądy staną po stronie wydawców, koszty szkolenia dużych modeli językowych gwałtownie wzrosną. Google nie skomentowało jeszcze tej sytuacji. Ich zespół prawny zazwyczaj działa szybko w takich sprawach. Ale na razie jest cisza.
Świat wydawniczy śledzi rozwój wydarzeń. Każda decyzja sądu zreformuje branżę. Czy umowy licencyjne powstaną w wyniku sporu sądowego? Prawdopodobnie tak. Czy ceny wzrosną? Prawie na pewno.
Na razie argumentacja pozostaje ta sama. Kopiowanie nie jest równoznaczne z dostępem. Uczenie się to nie to samo co czytanie. Jeśli chcesz stworzyć narzędzie, które może konkurować z ludzką kreatywnością, musisz zapłacić za ludzką kreatywność, która je nakarmiła. To jest główna teza niniejszego pozwu. A Google ma wystarczające zasoby, aby o to walczyć.




























