Zagubienie kontra CNN: walka o prawo do posiadania faktów podczas szkolenia AI

6

CNN uważa, że fakty należą wyłącznie do nich. Zakłopotanie twierdzi, że fakty są bezpłatne i dostępne dla każdego.

W tym konflikcie nie chodzi o filozofię abstrakcyjną. Pozew wpłynął w czwartek do sądu federalnego w Nowym Jorku. CNN twierdzi, że wyszukiwarka Perplexity z siedzibą w San Francisco kradnie im środki do życia. W szczególności sieć zarzuca startupowi skopiowanie ponad 17 000 jej artykułów, filmów i zdjęć – całych pakietów oryginalnych prac dziennikarskich rozpowszechnianych bez pytania, a zwłaszcza bez zapłaty.

Jesse Dwyer, dyrektor ds. komunikacji w Perplexity, miał prostą odpowiedź.

Fakty nie mogą być chronione prawami autorskimi.

On ma rację. Częściowo. Amerykański Urząd ds. Praw Autorskich zgadza się, że surowe dane nie są chronione. Ale co ze sposobem prezentacji tych danych? To zupełnie inna historia.

Dlaczego CNN pozwało startup AI za naruszenie praw autorskich

CNN nie żartuje. To ich pierwszy strzał w branżę AI. Wchodzą jednak na zatłoczoną salę sądową. The New York Times złożył już pozew. News Corp również pozwał. Wzór jest oczywisty.

Wydawcy chcą miejsca przy stole. Chcą zapłaty za „składniki”, które dostarczają. CNN najpierw próbowała negocjować umowę licencyjną z Perplexity. To nie zadziałało. Negocjacje utknęły w ślepym zaułku. Nie osiągnięto porozumienia.

To nie dzieje się w próżni. CNN zawarło umowę z Meta w zeszłym roku. Giganci technologiczni, tacy jak spółka matka Facebook, wiedzą, jak odzyskać koszty mediów. Meta płaci CNN za wykorzystywanie jej treści do odpowiedzi Meta AI. Dlaczego Perplexity też się nie opłaca? To jest istota sporu.

  • CNN twierdzi, że 发生了 nieupoważnione kopiowanie pełnej treści.
  • Zakłopotanie opiera się na dozwolonym użytku i danych publicznych.
  • Wydawcy obserwują załamanie ruchu pod ciężarem robotów AI.

Stawka jest finansowa i egzystencjalna. Jeśli startupy będą mogły oszukać całe redakcje bez płacenia, tradycyjny model biznesowy upadnie. Jeśli sądy staną po stronie startupów, wydawcy będą musieli ponownie skoncentrować się na sprzedaży dostępu bezpośrednio botom, a nie tylko ludziom.

Czy fakty i streszczenia sztucznej inteligencji mogą być chronione prawami autorskimi?

W tym miejscu sytuacja staje się zagmatwana. Michael Goodyear, który wykłada w New York Law School, zwraca uwagę na ważny szczegół. Tak, same fakty nie mogą być przedmiotem prawa autorskiego. To prawda.

Ale artykuły CNN to nie tylko listy faktów. Są to oryginalne dzieła wyrazu.

„Nawet krótkie artykuły prasowe zwykle kwalifikują się [jako prawa autorskie]” – wyjaśnia Goodyear.

Próg oryginalności prawodawstwa jest niski. Pytanie nie brzmi, czy Perplexity wykorzystało fakty CNN. Pytanie brzmi, czy skopiowała wyrażenie tych faktów CNN. Przeniesiono całe akapity? A może to było tylko krótkie podsumowanie?

Sądy wciąż to wyjaśniają. Żaden sąd apelacyjny nie wydał ostatecznego wyroku w sprawie tego, czy szkolenie AI na tekstach chronionych prawem autorskim stanowi „dozwolony użytek”. Jednak jury nie wydało jeszcze werdyktu.

Wysokie koszty umów licencyjnych mediów w epoce sztucznej inteligencji

Źródło problemu jest prostsze. Roboty AI pochłaniają ruch wydawców.

Niedawny raport Instytutu Otwartych Rynków podkreśla powagę sytuacji. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy częstotliwość omijania barierek przez boty wzrosła czterokrotnie. Spadliśmy z 3,3 proc. do prawie 13 proc. Roboty te zastępują ludzi, którzy w przeciwnym razie klikaliby reklamy. Dochód znika.

Wydawcy wpadli w pułapkę.
1. Blokuj boty, ale ryzykuj utratę potencjalnych opłat licencyjnych.
2. Pozwól im pobierać treści, ale strać przychody z reklam.
3. Negocjuj umowy licencyjne, ale proś o uwagę firm, które stworzyły problem.

To podwójna zależność. Ci sami giganci technologiczni, którzy niszczą przychody z reklam, kontrolują portfele umów licencyjnych. To powoduje uzależnienie podobne do wymuszenia.

Jest jedno wyjście: renegocjacja warunków. Jeśli Perplexity stanie w obliczu ogromnej odpowiedzialności prawnej, umowa licencyjna może wyglądać mądrzej niż pozew. To zmienia wroga w partnera. Aby jednak to zadziałało, wydawcy potrzebują dźwigni. Potrzebują dowodu, że szkoda jest znaczna i że posiadają coś wartościowego.

Czy CNN ma rację, wnosząc pozew? Prawdopodobnie nie dla każdej oferty. Ale mogą mieć rację, że system jest uszkodzony. Nie zdecydowaliśmy jeszcze, kto zapłaci za erę informacyjną.